| Światowy bilans energetyczny bez ropy naftowej nie jest wcale odległą wizją |
|
|
| Artykuły - Energia atomu | |||
| Wpisany przez Administrator | |||
| Czwartek, 26 Sierpień 2004 11:20 | |||
|
Ceny ropy wzrosły od czerwca o 27 proc., częściowo w wyniku rosnącego popytu, przede wszystkim ze strony Chin, a częściowo w konsekwencji faktycznych bądź przewidywanych zakłóceń wydobycia. Poważnym czynnikiem dodatkowo napędzającym ceny jest bardzo niewielka rezerwa potencjału produkcyjnego. Światowy system dostaw trzeszczy w szwach. W tej sytuacji coraz większym szacunkiem cieszą się perspektywy zaspokojenia potrzeb energetycznych dzięki innym surowcom. Wśród przywróconych do łask bogactw naturalnych znalazł się węgiel. Król Węgiel powraca Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat amerykańskie elektrownie wracają do węgla w obawie, że zostaną pozbawione alternatywnych źródeł energii. Ku konsternacji ekologów planuje się budowę dziesiątków nowych elektrowni węglowych - pisze "The Financial Times". Renesans węgla odbywa się po cichu. Uwaga świata zwrócona jest przede wszystkim na ceny ropy i gazu ziemnego, ewentualnie na alternatywy, takie jak energia jądrowa bądź odnawialne źródła energii - wiatr, woda, słońce - które nie przyczyniają się do zanieczyszczenia środowiska naturalnego. Jednak ku przerażeniu ekologów "Król Węgiel" (jak nazywano go pod koniec XIX w.) powrócił. Według szacunków amerykańskiego rządu do 2015 r. udział tego surowca w światowej konsumpcji energii podwoi się i sięgnie 50 proc. Przyczynią się do tego między innymi dynamicznie rozwijające się Chiny i Indie. Stany Zjednoczone mają największe zasoby węgla na świecie. Udział amerykańskich złóż w zasobach światowych jest większy niż odpowiednio udział Arabii Saudyjskiej w złożach ropy. Mało tego, jak dowiadujemy się z "FT", jego potencjał energetyczny mierzony w brytyjskich jednostkach cieplnych jest pięć razy większy niż potencjał saudyjskiej ropy i nieco większy niż łączny potencjał wszystkich zasobów ropy na Bliskim Wschodzie. Dodatkowym atutem amerykańskich złóż jest ich dostępność. W dolinie rzeki Powder w stanie Wyoming wydobycie węgla kamiennego, które Europejczykom kojarzy się z wąskimi pokładami głęboko pod ziemią, bardziej przypomina likwidowanie gotowych do załadunku hałd. Niektóre pokłady, nie dość że znajdują się na powierzchni, to mają szerokość do 60 m i bardzo niewielką zawartość siarki. Według Departamentu Energii w Stanach powstaną 92 nowe elektrownie węglowe za 69 mld dol. o łącznej mocy 59 tys. MW. Ale węgiel wraca do łask również w innych częściach świata. W Azji ma powstać aż 1 tys. nowych elektrowni węglowych. Paliwo do silników z węgla Ceny węgla od maja 2003 r. podwoiły się, mimo że dawniej w bardzo niewielkim stopniu reagowały na koniunkturę na rynku surowców energetycznych. W pogoni za nowymi sposobami ograniczenia szkodliwych emisji opracowano metodę gazyfikacji węgla, która pozwala na zastosowanie w elektrowniach instalacji podobnych do turbin gazowych. Być może za 10-15 lat, pisze "FT", dzięki tej technologii będzie można pozyskiwać paliwo do silników wodorowych. Bardziej nowoczesnym, choć równie kontrowersyjnym sposobem zaspokojenia potrzeb energetycznych są elektrownie jądrowe. Po Czarnobylu wydawało się, że ten sektor nie ma przed sobą przyszłości, przynajmniej w Europie Środkowej i Wschodniej. Tymczasem, jak pisze "The Economist", przystąpienie krajów naszego regionu do Unii Europejskiej, paradoksalnie, może oznaczać dla energetyki jądrowej bodziec do rozwoju. Energetyka jądrowa do remontu Nowi członkowie Unii mogą pochwalić się w tej dziedzinie jedynie radziecką technologią, która martwi Brukselę jako źródło potencjalnego zagrożenia. Litwa musiała przed przystąpieniem do Unii zamknąć dwa reaktory, podobne ultimatum czeka Bułgarię. Gdy Czechy chciały zbudować nowy reaktor w Temelinie, napotkało to gwałtowne protesty austriackich polityków. Ale właśnie z powodu powszechnie żywionych obaw i podejrzliwości wobec 18 elektrowni jądrowych, które wraz z nowymi krajami weszły w skład Unii, może się okazać, że ich modernizacja i osiągnięcie europejskich standardów stanie się pierwszoplanowym zadaniem i źródłem znaczących dochodów dla zachodnich firm konsultingowych. Te ostatnie zdaniem "The Economist" mogą stanowić silne lobby za utrzymaniem istniejących reaktorów. Skorzystać na tym mogą również firmy inżynieryjne, takie jak brytyjska BNFL/Westinghouse czy francuska Areva. Przedstawiciele większości nowych krajów członkowskich nie są wrogo nastawieni do energetyki jądrowej. Gdy czeski premier odwiedził Finlandię, gdzie właśnie zaakceptowano plany budowy nowego reaktora, powiedział, że choć teraz Finlandia jest jedyna, wkrótce inni do niej dołączą. W takim towarzystwie, uważa "The Economist", tradycyjna nieufność Brukseli wobec sektora energetyki jądrowej może ulec złagodzeniu. Zwłaszcza że, jak powiedziała komisarz ds. energii Loyola de Palacio, Unia może albo zamknąć szereg reaktorów, albo spełniać wymogi Protokołu z Kioto, ale nie uda jej się uczynić obu tych rzeczy naraz. Według brytyjskiego tygodnika koszt instalacji do pozyskania 1 kW energii jądrowej sięga obecnie 1,5-2 tys. dol., podczas gdy na nową kopalnię węgla trzeba wydać średnio około 1 tys. dol. na kilowat. Ale i na to są sposoby, jak udowodnili ostatnio Finowie. Powstała tam koalicja 60 firm, między innymi z energochłonnej branży papierniczej, aby wspólnymi siłami zakontraktować 1600 MW energii z przyszłej elektrowni jądrowej, dzięki czemu udało się wyeliminować poważny czynnik ryzyka inwestycyjnego. Zainteresowane firmy zgodziły się dodatkowo wziąć na siebie około 25 proc. z 3 mld euro kosztów budowy poprzez objęcie udziałów bądź gwarantowanie kredytów. Koniec epoki naftowej? Jednak, jak podkreśla "The Economist", aby nastąpił koniec epoki naftowej, potrzebna jest przede wszystkim tania technologia, dzięki której z innych źródeł będzie można otrzymać paliwo do silników samochodowych, samolotowych i innych. Zdaniem tygodnika realną alternatywą stały się już silniki wodorowe, dzięki którym mogą pracować dowolne urządzenia. Podobnie jak energię elektryczną, wodór można pozyskać z wielu źródeł - z węgla, gazu ziemnego, odnawialnych źródeł energii, a nawet z energii jądrowej. Wszyscy liczący się producenci samochodów prowadzą programy silnika wodorowego - pisze "The Economist". Inna alternatywa dla benzyny, która może trafić na rynek już za kilka lat, to bioetanol. Już dziś jeździ po drogach sporo aut zasilanych mieszanką benzyny i etanolu. Problem stanowi koszt. Obecnie etanol jest jeszcze mocno dotowany. Jednak gdyby biotechnologowie odkryli enzymy, które pozwolą produkować bioetanol z dowolnego materiału roślinnego, jedynym ograniczeniem byłaby dostępność roślin. Takie zmiany nie zajdą z dnia na dzień. Upłynie 10-20 lat, nim wodór lub bioetanol podkopią obecną gospodarkę naftową. Jednak stanowią one pierwsze poważne wyzwanie dla hegemonii ropy. Gdyby udało się produkować wodór z odnawialnych źródeł energii bądź otrzymywać go z węgla bez szkodliwych emisji, samochody i elektrownie przyszłości nie szkodziłyby środowisku naturalnemu. Zarówno bioetanol, jak wodór mogłyby być wytwarzane lokalnie w dowolnym miejscu na świecie. Żaden OPEC ani jego następca nie mógłby manipulować jego ceną ani podażą. Nie byłoby już nigdy więcej wojen o źródła energii - snuje wizję przyszłości "The Economist". Autor: Agnieszka Mitraszewska Źródło: Gazeta.pl
|











